czwartek, 24 października 2013

ROZDZIAŁ 14 ,,To koniec..."

Gosia otworzyła powieki, które odsłoniły duże, zielone oczy. Jej sen się skończył, żałowała, że akurat teraz się obudziła, ta piękna historia tocząca się w jej głowie dobiegła końca. Może przyśni jej się dalsza część następnym razem? Cóż słońce za oknem wygrało, jego jasny blask obudziłby każdego. Sięgnęła po komórkę, była dziesiąta rano.
- Szkoda- westchnęła i cicho ziewnęła - dzisiaj poniedziałek, Maja w szkole, nie przyjdzie szybko, ale będzie nudno - pomyślała.
Jakby na zaprzeczenie jej myśli, ktoś zapukał. Usłyszała dźwięk rozsuwanych drzwi, w których stanął, nie kto inny, tylko... dorosły mężczyzna ubrany cały na czarno, z głowy zsunął mu się duży kaptur, który przed chwila zasłaniał większą część jego twarzy. Podszedł dwa kroki bliżej i zatrzymał się, patrząc prosto w oczy nastolatki, a jego twarz była kamienna, zupełnie nie wyrażała żadnych emocji.  W przeciwieństwie Gosia była bardzo przestraszona, jej serce zaczęło mocno bić, a na jednym z urządzeń, do których była podpięta, wykres wskazujący pracę serca przyspieszył, co utrudniało prawidłowo oddychać dziewczynie.
- Kim pan jest...i czego chcesz?- wydyszała nie mogąc złapać oddechu.
- Przyszedłem sprawdzić co u ciebie?
- U mnie...przecież my się nie znamy...kto pana tu wpuścił?
- Nie, to ty mnie nie znasz, ja ciebie doskonale. Dziwi cie mój strój, to kamuflasz.
- Wygląda pan...podejrzanie.
- Jeśli ma się znajomości, to i takich wpuszczą na odwiedziny w szpitalu - uśmiechnął się złośliwie.
-Proszę...stąd wyjść- podniosła głos, jednak nie za bardzo.
- Odpocznij, wpadnę do ciebie w odwiedziny innym razem.
-Masz tu...nie wracać.
Nieznajomy uchylił drzwi z zamiarem wyjścia, jednak do środka weszła lekarka.
-Kim pan jest?
- Jestem wujkiem- opowiedział pewnie- do widzenia.
- Do widzenia. Zdenerwował cię czymś?- spytała nastolatkę.
-Taak.
Lekarka zawołała pielęgniarka, która podało Gosi coś na uspokojenie i lepszy sen. W tym samym czasie korytarze przemierzali rodzice Małgosi, kiedy wysiedli z windy na pietrze, na którym znajdowała się ich córka, minął ich jakiś tajemniczy mężczyzna. Kasia zerknęła na mijającego ich nieznajomego, ich spojrzenia się zetknęły, w jego oczach dostrzegła coś znajomego. Były straszne, jakby kontrolowały, a jednocześnie sterowały człowiekiem. Minęli się, chwyciła mocno dłoń męża i szepnęła.
- Chodźmy szybciej, niedługo musimy wraca.
Robert kiwnął głową, po czym oboje przyspieszyli i już po chwili stanęli przed salą. Mężczyzna rozsunął drzwi, kiedy to uczynił ujrzał lekarkę podawającą coś jego córce.
- Co się stało- spytała Kasia wchodząc do środka pomieszczenia.
- Małgosia mocno się zdenerwowała podczas odwiedzin jej wujka. Musieliście się widzieć na korytarzu, właśnie wyszedł.
- Spieszyliśmy się, więc na pewno minęliśmy się niezauważalnie.
- Pewnie tak, ale to było dziwne, kiedy Gosia miała trudności z oddychaniem, a on nie zawołał żadnego lekarza.
- Ale już jest wszystko dobrze? - zaniepokoiła się Kasia.
- Tak, powinna spać teraz około dwóch godzin.
- Dziękujemy.
- To moja praca, gdyby się coś działo, będę w pokoju lekarskim.
Małżeństwo usiadło na krzesłach przy łóżku, Kasia wyciągnęła kilka rzeczy dla córki i położyła jej obok na szafce. Po godzinie opuścili szpital, w drodze do domu zatrzymali się u rodziców kobiety, aby odebrać Michała. 
 W szkole Maja skończyła ostatnią lekcję, szybko wyszła z klasy, aby porozmawiać z Kubą, który unikał jej od rana.
- Zaczekaj- złapała go za rękę- czemu mnie unikasz?
- Nie wiesz? wystawiłaś mnie.
- Moja siostra miała wypadek, nie myślałam o niczym innym, przepraszam.
- Mogłaś przynajmniej zadzwonić.
- Przepraszam, możemy dzisiaj się spotk?
- Z nami koniec, nie traktujesz tego na poważnie - mówiąc to odszedł.
Maja stała w miejscu, ostatnie słowa strasznie ja zabolały. Patrzyła na chłopaka, który zniknął już na schodach.
- To nie prawda, traktowałam nas na poważnie- myślała.
- I co znowu sama- zadrwiła Patrycja, stając obok dziewczyny.
- Nie twoja sprawa.
- Nie martw się zaopiekuję się nim- powiedziała i odeszła.
Na te słowa Maja poczuła ,,ból w sercu", kochała go, nadal go kocha, a on nie chce z nią być, odszedł.
Wybiegła szybko ze szkoły, gdzie czekał autobus, wsiadła do niego. usiadła z dala od Kuby i trójki nienawidzonych przez nią dziewczyn. Maciek usiadł na przeciwko niej.
- Wszystko w porządku? 
- Tak.
Nastolatka odwróciła głowę w stronę szyby, nie chciała teraz z nikim rozmawiać, do jej oczu powoli napływały łzy.
- Jedziesz dzisiaj do Gosi?- chłopak ciągnął rozmowę.
- Tak.
- Na pewno wszystko ok?
Autobus zatrzymał się na przystanku, Maja wysiadła na przystanku, a za nią Maciek. Na policzkach dziewczyny zabłysnęły łzy, przez szybę jej wzrok spotkał się ze spojrzeniem jej byłego. Był smutny, ona też, pragnęła, aby to był sen. Maciek spojrzał na koleżankę i dostrzegł, że płacze. Nie chciał jej pytać jej o co chodzi, bo dobrze wiedział, że jest skryta w sobie i nie powie mu. Maja odeszła milcząc, po pięciu minutach znajdowała się przed domem. Otworzyła drzwi i weszła do środka.
- Cześć Maju, jak było w szkole- zapytała Kasia
Nastolatka nie odpowiedziała, szybko pobiegła po schodach do swojego pokoju. położyła plecak na podłogę, po czym rzuciła się na łóżko, po jej twarzy spływał potok łez. wstała, otarła twarz dłonią i wyszła z pokoju, po czym zbiegła po schodach do salonu.
- Maju coś się stało?
- Wychodzę- odpowiedziała wychodząc na podwórko.
Postanowiła pójść do pobliskiego lasu, kiedy stanęła na polnej dróżce, pozwoliła łzom na powtórne popłynięcie. Szła dróżką, przez dwadzieścia minut. Kilka razy zadzwonił jej telefon, jednak ona nawet nie spojrzała, kto próbował się z nią skontaktować.

                                    

Po godzinnym spacerze postanowiła wrócić do domu. Kiedy weszła do salonu, zastała tam rodziców i brata, minęła ich bez słowa i weszła d kuchni, aby zjeść obiad.
- Córeczko, co się stało?- spytała z troska Kasia.
Maja spojrzała na mamę, nie wiedziała czy chce się zwierzać, ale bardzo tego potrzebowała.
- Dlaczego Płakałaś?
Nastolatka podeszła do kobiety i przytuliła się do niej.
- Kuba ze mną zerwał.

Wieczorem Maja zadzwoniła do siostry z przeprosinami i chęcią porozmawiania o jej rozstaniu.
- Maja nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze.
- To koniec Gosia, to koniec mojego związku, a najgorsze jest to , że ja go strasznie kocham, a on ma mnie gdzieś. To bardzo boli.
- Ej, ja tez się rozstałam z Mackiem, a teraz znowu jesteśmy razem.
- Może masz rację, A co u ciebie? Kiedy wychodzisz?
- Jak mama była dzisiaj u mnie to mówiła, że podobną mają mnie wypisać w środę.
- To za dwa dni, super.
- Akurat zdążymy razem kupić sukienki na jesienny bal.



niedziela, 13 października 2013

ROZDZIAŁ 13 ,,Ona jest jego siostrą"

Kasia wpatrywała się w okno od swojego domu, gdzie przed chwilą pojawiła się nieznajoma postać ubrana na czarno i zasłonięta twarzą. Minęło kilka sekund zanim odzyskała pełna świadomość. Kiedy pospiesznie zapinała fotelik synka w samochodzie za plecami usłyszała odgłos otwieranych drzwi od domu.
Zatrzasnęła tylne drzwiczki i zamierzała w siąść na przednie siedzenie, ale poczuła mocne szarpnięcie za rękę,po czym znalazła się z powrotem na podjedzie.
- Nikogo nie widziałaś i nie pójdziesz na policję zgłosić włamania, rozumiesz? - rozkazał przestępca, którym był mężczyzna.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić!- krzyknęła
- To się okaże, jeśli chcesz by on przeżył - wskazał na malutkiego chłopca- to musisz mnie słuchać.
- Nic mu nie zrobisz.
- Tak myślisz?- spytał ironicznie- To zobacz.
Mężczyzna pociągnął za ramię Kasię i otworzył tylne drzwi od samochodu, po czym wyjął z kieszeni nóż i przystawił do buzi chłopca.
- Nie!!!!!- krzyknęła przestraszona i zrozpaczona.
- Widzisz jakie to proste? Trzeba było od razu mnie posłuchać. Schował ostre narzędzie do kieszeni w spodniach i spojrzał prosto w twarz kobiety, ta z kolei wpatrywała się w wystraszone dziecko.
- Swojemu mężowi masz tez nie mówić o naszym spotkaniu, zresztą nikomu, zrozumiałaś?
Kasia skinęła delikatnie głową, wciąż wpatrując się zamglonym wzrokiem w synka.
- Jak mówię do ciebie to masz na mnie patrzeć!
kobita niepewnie przeniosła wzrok na tajemniczego mężczyznę. jej zielone oczy były przepełnione strachem, przerażeniem i smutkiem.
- widzę, że rozumiesz moje polecenia, za tydzień masz mi wysłać informacje o postępach twoich córek.
- Skąd wiesz, ze mam córki!- narastał w niej coraz większy gniew- Co masz na myśli mówiąc o postępach?
- Czy radzą sobie z niebezpieczeństwem- odwrócił głowę w stronę pobliskiego skrzyżowania, czyli końca tej ulicy, którą jechał czarny samochód.
- Dobrze zapamiętaj moje słowa, tutaj masz e-mila- wcisnął jej małą karteczką w dłonie, po czym skończył,- na niego masz wysłać informacją, jeśli tego nie zrobisz, to możesz już się przegnać z córkami na zawsze.
Uśmiechnął się ironicznie, po czym wsiadł do swojego samochodu. Przez uchyloną szybę powiedział do Kasi kilka słów, a w jego oczach płonęła złość i gniew.
- Mam nadzieję, że Małgosia się już wybudziła.
Po tym odjechał z podjazdu, a miejsce, które przed chwilą zajmował zajął dobrze znany czarny samochód. Kiedy z auta wysiadł Robert, na twarzy Kasi pojawił się udawany uśmiech. Mężczyzna pocałował ją w policzek na powitanie, po czym wziął na ręce synka.
- Miałeś być później.
- Tak, ale szef pozwolił mi wyjść wcześniej. A kto to był ?
Kasia przełknęła powoli ślinę, domyślała się, że mąż zada jej to pytanie, wiedziała, że nie powinna powiedzieć mu prawdy, po prostu nie mogła.
- A ten mężczyzna...pytał się o... drogę.
- Na pewno? dziwnie się zachowywał, wyglądał jakby miał zasłoniętą twarz.
- Nie. Musiałeś się przewidzieć, bo on miał założony kaptur.
- Chyba masz rację, chodźmy już do domu.
Robert delikatnie ujął dłoń żony w swoją i razem z nią i synkiem podszedł do drzwi, wyciągnął klucze.
- Już otworzyłam - Kasia pchnęła drzwi, które od razu ustąpiły.
Wstrzymała oddech, gdyż chodząc spodziewała się zdemolowanego wnętrza, jednak kiedy przekroczyła próg odetchnęła, dom wyglądał normalnie. Wzięła od męża synka i udała się na piętro, otworzyła drzwi do małego pokoju, gdzie znajdowało się łóżeczko Michała.
Usiadła na fotelu, a chłopczyka przytuliła do siebie, po dziesięciu minutach, kiedy zasnął, ostrożnie położyła go w łóżeczku i przykryła go małym kocykiem. Podeszła do okna, ręce oparła na parapecie, na zewnątrz było dziwnie ponuro, dokładnie tak, jak ona się teraz czuła. Teraz kiedy urodziła zdrowego synka, Małgosia się obudziła, na powrót, zapanował chaos w ich życiu, działo się tak od szesnastych urodzin bliźniaczek
- Przypadek ? Czy to może mieć coś wspólnego z nieśmiertelnymi. Nie nie powinno- w jej głowie pojawiały się przeróżne myśli.
                              **************
W tym samym czasie w szpitalnej sali znajdowało się troje roześmianych nastolatków. Na bladej twarzy Gosi pojawiły się delikatne rumieńce, a jej oczy były przepełnione szczęściem. Obok łóżka, na którym leżała dziewczyna siedziała Maja z Maćkiem, właśnie wspominali wszystkie śmieszne chwile, które razem przeżyli
- A jak twoja randka z Kubą?- Gosia zapytała się siostry.
Nastolatka spuściła głowę, a wzrok wbiła w dłonie, które mocno zacisnęła na kolanach. Maja obawiała się reakcji bliźniaczek, dlatego nie odpowiadała, jednak wiedziała, że dobrze postąpiła. Maciek spoglądał raz na jedną, raz na drugą dziewczynę. Małgosia zaś spoglądała na siostrę oczekując odpowiedzi. Po kilku sekundach ciszy pokręciła przecząco głową z niedowierzeniem. Domyślała się o co chodzi.
- Nie. Dlaczego?
Maja podniosła głowę i spojrzała prosto w oczy siostry.
- Nie mogłam, nie potrafiłam. Musiałam być przy tobie, jeśli poszłabym z nim, to i tak cały czas myślałabym czy wreszcie się obudziłaś.
- Powinnaś była iść, przy mnie byli rodzice, nie możesz rezygnować ze swojego szczęścia.
- Nie rozumiesz - Maja wstała i odwróciła się plecami do siostry, w jej oczach pojawiły się łzy, kiedy przypomniała sobie ostatnie straszne godziny - nie mogłam cie opuścić w takich chwilach, tylko dlatego, ze miałam randkę- powoli dawała upust łzom.
-Tylko randkę? Przecież ty go kochasz,  mi i tak nie mogłaś pomóc.
- Przestań. To jest silniejsze ode mnie, ta więź, która nas łącz nie pozwala mi być szczęśliwą, kiedy ty cierpisz. Radość dla mnie wtedy nie istnieje. Jesteś moją siostrą, jedyną. Nie potrafiłabym żyć, gdybyś się nie obudziła. Ty też byś tak postąpiła, nie poszłabyś na randkę ze swoim chłopakiem, kiedy ja walczyłabym o życie.
Maja odwróciła się przodem do siostry, jej twarz była smutna, po policzkach spływały łzy, które znikały w jej czarnych włosach. Bliźniaczki wpatrywały się w siebie nawzajem, Na twarzy Gosi zabłyszczały małe kropelki, które skapywały z jej zielonych oczów. Dziewczyna wyciągnęła ręce w stronę Mai, a ta od razu podeszła i mocno przytuliła leżącą siostrę.
- Myliłem się, nie tylko na zewnątrz jesteście takie same, w środku macie wiele wspólnego - Kuba patrzył na nastolatki, gdzieś głęboko w sercu odczuwał zazdrość.
 Owszem miał dobry kontakt ze swoją starsza siostrą, ale nie taki jak one. Do tego chodzili razem do klasy, ponieważ on poszedł rok wcześniej do szkoły niż powinien. Pomimo, że był rok młodszy od Małgosi, to nastolatce nie przeszkadzało. Kochał swoja siostrę, ale nienawidził jej kiedy znęcała się nad bliźniaczkami. Dziewczyny chodziły do jednej klasy od przedszkola i od tamtego czasu nie darzą się sympatią. On dopiero dołączył do nich w tym roku, w pierwszej klasie liceum. Nie powiedział Gosi o swojej siostrze, mówił, ze to kuzynka, jednak wie, że udaje mu się to zatrzymać w tajemnicy do końca października, nie dłużej. Poza tym ma jeszcze jedną duża tajemnicę, którą także posiadają bliźniaczki. 

Kuba spędził jeszcze godzinę w szpitalu, po czym opuścił szpital i wrócił do domu. Maja razem z Małgosia rozmawiały o sprawach sercowych, przez dobre dwadzieścia minut, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi sali i wszedł do środka. 
- A o czym tak rozmawiają moje córeczki?- zapytał Robert.
- Tato, już jesteś?- spytała zdziwiona Maja.
- Już?- zdziwił się, spojrzał na zegarek- minęła z dwie godziny. Przyjechałem po ciebie i przywiozłem rzeczy dla Gosi- położył niewielka torbę obok łóżka córki.
- Dzięki tato- uśmiechnęła się.
- Nie ma za co kochanie, mam przyjedzie do ciebie po południu, a za godzinę powinni pojawić się dziadkowie. A i babcia z dziadkiem z nad morza kazali ci przekazać, żebyś wracała szybko do zdrowia.
- Dzwoniliście do nich? Po co ich martwicie?
- Gosiu, to jest nasza bliska rodzina, pomimo, że daleko mieszkają i ich rzadko odwiedzamy maja prawo wiedzieć.
- Ok, zadzwonię do nich i im podziękuję.
- Musimy już jechać, pa córeczko - pocałował ją w czoło.
- Trzymaj się siostrzyczko, zadzwonię do ciebie później.
Kiedy wyszli z sali, wsiedli do windy, a następnie opuścili szpital. Przez piętnaście minut jechali samochodem, kiedy weszli do domu, Maja pobiegła po schodach do pokoju brata, gdzie zastała mamę, która przewijała Michała.
- Cześć mamo.
- Cześć córeczko- Kasia uśmiechnęła się do córki
- Stęskniłam się za Michałkiem.

Minął weekend. Gosia nadal leżała w szpitalu, a Maja musiała iść do szkoły. Kiedy czekała pod klasa na dzwonek, przed pierwsza lekcją, podeszła do niej Paulina razem ze swoimi przyjaciółkami.
- A co z Gośką, jeszcze jest w szpitalu, aż tak mocno się uderzyła, aż tak jej się Maciek podoba, że prawie umarła?
- Nic ci do tego. Zostaw mnie w spokoju i Gosie też.
Nastolatka odwróciła się do nich tyłem i chciała odejść, kiedy Patrycja złapała ja za nadgarstek.
- Przekaż swojej siostrze, żeby się odczepiła od Maćka, jeśli tego nie zrobi to pożałuje.
- Jesteś chora psychicznie, lecz się- wyrwała się z uścisku.
- Zostaw ją- podszedł do nich wściekły Maciek.
- Słucham?- rozzłościła się Patrycja.
- To co słyszałaś, masz się dać jej spokój i Gosi też.
- Przesłyszałam się? Ty mi rozkazujesz gówniarzu?
- Jestem od ciebie młodszy tylko rok. Jeśli chcesz stosować przemoc, to może zmierz się ze mną.
- Zwariowałeś przez tą swoja dziewczynę. Trzeba było mnie posłuchać i zacząć się spotykać z Pauliną.
Paula uśmiechnęła się do chłopaka, jednak ten nawet na nią nie spojrzał.
- Maciek co z tobą, kiedyś byłeś inny- odezwała się Natalka
- Wy się nie zmieniłyście, zawsze takie wścibskie i natrętne. A ty dla mnie już nie istniejesz- zwrócił się do Patrycji.
- Co ty gadasz jestem twoja siostrą, zawsze będziesz mnie słuchał.
- Przeliczyłaś się, nie rozumiesz, że mam cie dosyć?!
- Ona jest twoją siostrą? Mówiłeś, że jesteś jej kuzynem.
- O proszę, co ja słyszę, swojej dziewczynie też tak powiedziałeś?
- Nie twoja sprawa.
- Rozumiem, czemu to ukrywałeś, każdy by się wstydził przyznać, że jest się rodzeństwem z nią- powiedziała Maja.
Po tych słowach trójka przyjaciółek odeszła, tak szybko, jak się pojawiła.
- Sorry, że nie powiedziałem wam prawdy.
- Nie ma sprawy, ale Gosi powiedz jak najszybciej.
- Ok.
Po tym zadzwonił dzwonek na lekcję.

Tak pierwsza tajemnica Maćka wyszła na jaw, a co z drugą? Czy szóstka nastolatków przełamie lody i się pogodzi, a może połączy ich skrywany przez nich pewien sekret?
             ********************************







czwartek, 1 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 12 ,,Odwiedziny Maćka"

- Masz tupet, żeby tu przyjść- powiedziała złośliwie.
- Posłuchaj mnie, ja nie wiedziałem, że ...
- Nie opowiadaj mi bajek Maciek, przez ciebie Gosia jest tutaj, może się nie obudzić, a ty masz to gdzieś.
- Wcale tak nie jest, przyszedłem, bo się martwię o Małgosię.
- Chyba raczej dręczą cię wyrzuty sumienia! - krzyknęła
- Proszę się uspokoić, to jest szpital - upomniała ich pielęgniarka, po czym odeszła.
Z sali obok wybiegł roztrzęsiony Robert, nie wiedział na kogo krzyczy jego córka, kiedy zobaczył Maćka, uśmiechnął się do niego.
- Dzień dobry- powiedział nastolatek.
- Witaj- odpowiedział mężczyzna.
- Nigdy ci tego nie wybaczę! - krzyczała Maja w stronę kolegi.
- Maju uspokój się, tutaj nie można krzyczeć- Robert podszedł do córki i ja przytulił.
- To przez niego Gosia leży nieprzytomna - dziewczyna nie przestawała się kłócić.
Robert złapał swoja córkę i ruszyła w stronę wyjścia.
- Wyjdziemy na zewnątrz - powiedział -możesz wejść do Małgosi- zwrócił się do chłopaka.
Nastolatek kiwnął głową, po czym zniknął we wnętrzu sali, natomiast Maja trzymana i prowadzona przez swojego tatę wyrywała się i mówiła, że wypadek Gosi jest winą jej kolegi.
- Maju przestań- upominał ją Robert.
Kiedy wyszli ze szpitalu mężczyzna posadził córkę na pobliską ławkę i usiadł koło niej.
- Nie rozumiesz tato... on ją zawiódł.... mnie zresztą też - powiedziała przez płacz.
- Domyślam, że się pokłócili, Gosia uciekła i wtedy spadła ze schodów w szkole.
- Mniej więcej tak było.
- Czyli t nie była wina maćka, tylko nieszczęśliwy wypadek. Córeczko wiem, że jest ci ciężko, mi z mamą także, ale nie można obwiniać o to niewinnych ludzi.
- No nie wiem tato. Wierzysz w te słowa, które dzisiaj powiedziałeś mi przy śniadaniu.
- Wierzę i ty też powinnaś.
Maja przytuliła tatę i otarła rękawem bluzki płynące po policzkach łzy. W tym samym czasie, kiedy Maciek wszedł do sali i zobaczył lężącą nieuchomo Gosię, poczuł, że w jego oczach pojawiły się łzy. Tak bardzo się o nią bał. Obok na krześle siedziała kasia, od razu spostrzegł. że kobieta jest zrozpaczona i blada, jak jej córka Maja i mąż.
- Dzień dobry- odezwał się niepewnie.
Kasia spojrzała na chłopaka i lekko się uśmiechnęła.
- Dzień dobry Maćku- odpowiedziała wstając.
Oboje spojrzeli na łóżko, na którym leżała nieprzytomna Małgosia. Włosy dziewczyny w nie.ładzie opadały na poduszkę i bardzo jasną twarz. Wzdłuż ciała leżały nieruchomo wyciągnięte na pościel blade ręce nastolatki.
- Zawsze była taka radosna i opalona. - chłopak przerwał ciszę.
- Tak. Zostań jeśli chcesz, ja muszę iść do lekarza - powiedziała Kasia- po czym zapytała - Wiesz gdzie jest Maja?
- Razem z panem Robertem wyszła na zewnątrz.
Chłopak spuścił głowę, wiedział, że to jego wina, Maja miała rację dręczyło go sumienie, ale nie dlatego tu przyszedł. jest tutaj, ponieważ kocha Gosię.
- Nie zadręczaj się, to nie twoja wina powiedziała kobieta ze współczuciem.
- Maja twierdzi inaczej.
- Maja jest w szoku i dlatego tak mówi. Za niedługo wrócę.
Powiedziawszy to kobieta wyszła na korytarz i ruszyła w stronę gabinetu lekarskiego. Tymczasem  Maciek podszedł do łóżka i usiadł na krześle obok, a następnie wziął dłoń dziewczyny i przyłożył ja do swoich ust, po czym delikatnie pocałował dłoń Gosi.
- Kocham cię - szepnął- bardzo cie przepraszam.
Na zewnątrz, na ławce przy szpitalu siedział Robert ze swoją córką i rozmawiali, a raczej wspominali  wszystkie szczęśliwe chwile spędzone całą rodziną.
- Dobrze, a teraz chodźmy do sklepiku i kupmy sobie coś do picia.
- A później pójdziemy do Gosi?
- Oczywiście.
Wstali i ruszyli w stronę wejścia do budynku. W tej samej chwili Kasia zapukała do drzwi, kiedy usłyszała zaproszenie, otworzyła drzwi i weszła do środka. Zajęła krzesło przy biurko, za którym siedział lekarz.
- Tak myślałem, że pani przyjdzie do mnie, słucham.
- Chciałam się zapytać... - urwała.
- Proszę mówić śmiało.
- Przez cały czas dręczy mnie jedno pytanie.
- To dlaczego pani nie zapyta?
- Boję się odpowiedzi- wzruszyła ramionami.
Mężczyzna spojrzał na Kasie i uśmiechnął się zachęcająco, co dodało odwagi kobiecie.
- Więc, jeśli Gosia się dzisiaj nie obudzi to czy - wzięła głęboki wdech i skończyła- wogóle się obudzi.
- Tak, sądzę że tak będzie, jednak wydaje mi się, że pani córka dzisiaj odzyska przytomność.
- Dziękuję.
Kasia wstała wstała z krzesła, podeszła do drzwi, otworzyła je, jednak odwróciła się do lekarza.
- Mam nadzieje, że tak się stanie. Do widzenia.
- Ja też, do widzenia, - odpowiedział.
Mężczyzna zajął miejsce za biurkiem i wziął jakieś dokumenty do rąk, aby je przejrzeć, jednak nie mógł się skoncentrować, gdyż bardzo współczuł tej rodzinie. On także należał do nieśmiertelnych, a nawet wiedział, że odmówiono im pomocy, jednak oni nie wiedzieli o jego pochodzeniu. Kobieta wyszła na korytarz i ruszyła do sali, w której znajdowała się jej córka Gosia. W połowie drogi usłyszała za sobą głosy jej bliskich, którzy ja wołali, natychmiast się do nich odwróciła.
- Kasiu zaczekaj.
Robert podszedł do żony, pocałował ją w policzek i złapał za dłoń. Maja podeszła do mamy i razem z rodzicami udała się do Małgosi. Kiedy zamierzali wejść do sali, zatrzymali się w progu. Wszyscy troje patrzyli na leżąca dziewczynę i siedzącego obok niej chłopaka, który szeptał coś do nastolatki. Maja poczuła jak do oczu napływają jej łzy. Żałowała, że tak potraktowała swojego kolegę, nawet mu współczuła, tego co musi on teraz czuć Rozmowa z tatą i widok, który teraz miała prze oczami, dały jej dużo do zrozumienia.
Teraz wiedziała, że z nastolatków jest idealna para, pasowali do sienie jak dwie krople wody. Nagle poczuła ,,ukłucie" w sercu.
- Jeśli się nie obudzi, to nie dowie się jak on ja kocha i nie wybaczy mu błędów, a co najgorsze, nie będą razem, a ona nie odzyska siostry- pomyślała z żalem i smutkiem, który ją ogarniał coraz bardziej.
-  Jemu też jest ciężko- powiedział po cicho Kasia, tak aby tylko córka i mąż mogli ja usłyszeć.
- Chciałbym miec go za zięcia, oczywiście w przyszłości.
Na te słowa, na zmęczonej twarzy Mai pojawił się lekki uśmiech.
- Chciałabym, żeby kiedyś należał do naszej rodziny.
Chłopak przez cały czas nie zauważył, ani nie słyszał pozostałych członków rodziny Wilsonów. Delikatnie ujął dłoń ukochanej, i przysunął do swoich przymkniętych oczu, z których spłynęło kilka łez. otworzył oczy, spojrzał na jej nieruchomą twarz i nie opuszczając ręki nastolatki wyznał jej miłość, nie było to jednak po raz pierwszy, ale ostatnio to zrobił, przed ich rozstaniem.
- Kocham cię.- powiedział na tyle głośno by obecni w sali małżeństwo i Maja mogli to usłyszeć.
- Ja też ciebie kocham.- odpowiedział mu cichy głos.
Na te słowa Maciek spojrzał na oczy dziewczyny, które powoli otwierały się ukazując zielone tęczówki. Małżeństwo stało w miejscu, byli zaskoczeni, ale równocześnie bardzo szczęśliwi. Maja od razu podbiegła do łóżka i objęła leżąca siostrę.
- Gosia, nareszcie!- krzyknęła.
- Córeczko tak się baliśmy- powiedziała Kasia, która pochyliła się nad nastolatką i pocałowała ją w czoło.
- Ale nas wystraszyłaś kochanie - Robert uśmiechnął się do Małgosi.
Maja podeszła do taty i szepnęła do niego.
- Wiesz tato- spojrzała na niego promiennie- miałeś rację, że Gosia dzisiaj się obudzi.
W tym czasie Maciek wstał z krzesła i ruszył w stronę drzwi, jednak zatrzymał się przy wyjściu, gdyż poczuł szarpnięcie za bluzę. Odwrócił się i zobaczył, że to Maja go zatrzymała. Pomyślał, że chce skończyć ich wcześniejszą kłótnię, jednak nie spodziewał się takich słów od niej, jakie usłyszał po chwili.
- Zostań, ona cię potrzebuje, tak jak rodzinę- wskazała ręką w stronę siostry- to dzięki tobie się obudziła, a tak przy okazji to chciałam cię przeprosić, nie powinnam była na ciebie tak krzyczeć. Ale zrobiłam nam wszystkim wstyd- przy ostatnim zdaniu uśmiechnęła się.
Na te słowa na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech.
- No, jednak to tobie wyrządziłam przykrość. Przepraszam. To co zgoda?
Nastolatek stał oniemiały. Nie mógł uwierzyć,że dziewczyna, która przed dim stała, Maja Wilson, spontaniczna, z szalonymi pomysłami, która zawsze stawia na swoim i rzadko przeprasza ludzi, teraz to zrobiła. Najpierw urządziła mu kłótnię, a następnie wypowiedziała to niezwykłe słowo. Maja uniosła brew lekko zdenerwowana tym, że musi tyle czekać na odpowiedź.
- No nie wiem - przedrzeźniał się,jednak widząc gniewne spojrzenie od razu odpowiedział- oczywiście, że zgoda.
-Wiedziała, że to powiesz zresztą nie przyjęłabym innej odpowiedzi.
Maciek zdziwiony i zszokowany patrzył na roześmianą koleżankę.
 No co ty, przecież każdy wie, że nie jestem taka, jak mój sobowtór 
z zielonymi oczami.
- To akurat wiem, tylko nie sadziłem, że aż tak się różnicie.
- Widać pozory mylą- wzruszyła ramionami.
Oboje się roześmiali, ale nie ta tyle głośno, by zwrócić na siebie uwagę pogrążonych w rozmowie małżonków i Gosi. W dobrych humorach podeszli do Małgosi, Maciek usiadł na krześle obok rodziców bliźniaczek, a Maja na skraju łóżka, na którym leżała jej siostra. Po upływie kilku minut małżeństwo wstało i pożegnało się.
- Idziecie już?- zasmuciła się Gosia.
- Córeczko wrócę sam za trzy godziny, bo muszę wpaść do pracy porozmawiać z szefem, a twoja mama...
- A ja pojadę po Michała do dziadków i wrócę do domu. Wiesz, że muszę zająć się małym.- Kasia wtrąciła się mężowi.
- Powiadomimy jeszcze lekarza - dodał Robert.
Mieli zamiar wyjść, gdy do środka wszedł lekarz.
- Państwo już wychodzicie? - zapytał.
- Tak, z Małgosia zostaje nasza druga córka z ich kolegą- odpowiedziała Kasia.
Robert z żoną podszedł z powrotem do Gosi.
- O widzę, że już odzyskałaś przytomność. Jak się czujesz- zapytał podchodząc do jej łóżka.- Proszę usiąść na krześle- zwrócił się do Mai - nie wolno siadać na łóżka pacjentów.
- Przecież nic nie zrobię siostrze- oburzyła się.
- Proszę stosować się do przepisów.
Nastolatka przewróciła oczami i zajęła miejsce obok kolegi.
- Czuję się dobrze- odpowiedziała Gosia na zadane jej pytanie.
- W takim razie za piętnaście minut przyjdzie po ciebie pielęgniarka i zabierze cie na badania.
- A kiedy będę mogła wrócić do domu?
- Jeśli wszystko będzie dobrze to wypiszemy cie za kilka dni. potrzebujemy mieć pewność, że wszystko jest już w porządku i że twój stan się poprawił.
- Dlaczego mam tak długo tu leżeć. Przecież od dzisiaj tu leżę i nic mi nie jest.
- Nie, ty tutaj trafiłaś wczoraj rano, do szpitala przywieziono cie nie przytomną i obudziłaś się dopiero rano, to jest poważna różnica.
Dziewczyna spojrzała pytająco na rodziców, którzy przez cały czas przysłuchiwali się rozmowie.
- Wiesz córeczko, chcieliśmy ci powiedzieć później, jak się obudziłaś byłaś osłabiona, teraz zresztą też jesteś - zaczął Robert.
- I nie chcieliśmy, żebyś przejmowała się tym, ponieważ zdenerwowałabyś się,  a tera nie powinnaś. Przeszłaś operacje głowy, co nie jest zbyt bezpieczne- skończyła Kasia.
- Rozumiem, że się o mnie martwicie i nie mam do was żalu.
Małżeństwo opuściło szpital, Robert udał się do pracy, a Kasia do swoich rodziców, a następnie do domu. Kiedy była na miejscu, a samochód zatrzymała na podjeździe, kobieta wysiadła z auta i wyciągnęła fotelik, w którym spał synek odwróciła się w stronę domu i momentalnie znieruchomiała. Nie wiedziała co ma robić, krzyczeć, wołać o pomoc, czy może wsiąść do samochodu i odjechać. Pomyślała, że powinna zostać i zadzwonić na policję, jednak bała się pozostać tutaj z malutkim synkiem. podjęła decyzje, że musi stad uciec, jednak strach jaki ja ogarniał nie pozwalał na wykonanie jakiegokolwiek ruchu.

                *********************************
Bardzo proszę o komentarze.



czwartek, 4 lipca 2013

ROZDZIAŁ 11 ,,Zła wiadomość"

Zeszły do kuchni, w pomieszczeniu nikogo nie było, zapaliły lampę i zaczęły przygotowywać śniadanie, po piętnastu minutach na stole znajdowały się różne kanapki i gorąca herbata w dzbanku.
- Pójdę zawołać tatę - odezwała się Kasia.
- A co z dziadkami?
- Niech jeszcze śpią, późno się położyli.
Maja kiwnęła głową i usiadła na krześle w jadalni, po czym zaczęła jeść kanapkę. Kasia weszła po schodach na piętro, a następnie otworzyła drzwi do jednego z pokoi. Kiedy była w środku spojrzała w stronę łóżeczka, przy którym stał Robert i szeptał coś do śpiącego Michała.
- Kochanie - zwróciła się do męża.
Mężczyzna słysząc głos żony momentalnie odwrócił się w jej stronę i spojrzał prosto w jej smutne, zielone oczy.
- Co jeśli Gosia z tego nie wyjdzie?- spytała cicho
- Nie mów tak, powinniśmy być dobrych myśli.
- Przecież wszystko może się zdarzyć, nie dam sobie rady, gdybyśmy ją stracili.
- Musimy być silni, przecież mamy małego synka, który powinien czuć szczęście i radość, a nie bijące od nas cierpienie i smutek pomimo okoliczności.
Robert podszedł do żony i mocno do siebie przytulił. Kobieta czuła  mocno i szybko bijące serce męża. Stali tak przez krótką chwilę, gdyż z łóżeczka dobiegł ich płacz dziecka. Kasia odsunęła się od Roberta i podeszła do synka. Kiedy wzięła malca na ręce ten od razu przestał płakać. Michał pilnie obserwował rodziców swymi dużymi, niebieskimi oczami. 
- Oczy ma po tobie- oznajmiła.
- Tak, ale jak dorośnie zobaczymy po kim odziedziczył charakter.
- Pewnie po tatusiu- zaśmiała się Kasia.
- Dobrze by było, żeby po części także po mamusi.
Oboje uśmiechnęli się do siebie i pocałowali synka w policzki.
- Idź na śniadanie, w jadalni jest Maja, nie powinna być teraz sama.
- A ty?
- Ja zaraz zejdę, tylko nakarmię Michałka.
Robert kiwnął głową, pocałował Kasię i wyszedł z pokoju. W tym samym czasie Maja ,,toczyła walkę" z myślami. Rozmyślała o swoim śnie, nie wiedziała czy mógł on coś oznaczać, czy tylko był wyobraźnią. Jeśli miało by to się wydarzyć, nie zniosłaby tego pomyślała. 
- Zabiłabym się, nie mogłabym żyć, kiedy jej by nie było, nie potrafiłabym- myślała.
Siedziała przy stole, ręką podpierała głowę, rozmyślała tak, gdy usłyszała obok siebie dobrze jej znany głos.
- Coś się stało córeczko? - spytał zaniepokojony Robert.
- Nie, zamyśliłam się tylko.
- Chyba wiem na jaki temat- powiedział zajmując miejsce przy stole.
- Tak, myślałam o Gosi.
- Za półtora godziny razem z mamą pojedziesz do szpitala, a ja później do was dołączę, zobaczysz, że Małgosia dzisiaj się obudzi.
Te ostatnie słowa podniosły ją na duch, wiedziała,że może być inaczej, jednak wierzyła, że tak się stanie. Kiedy oboje skończyli jeść śniadanie, ruszyli w stronę salonu, zatrzymali się na przeciwko schodów, na których stała zapłakana Kasia trzymająca na rękach synka. Robert od razu znalazł się obok kobiety, wziął od niej Michałka i pomógł jej zejść po schodach, a następnie usiąść na kanapie w salonie. Mężczyzna zajął miejsce obok niej, a malucha przytulił do siebie.
-Co się stało kochanie? -spytał. 
- Dzwonili ze szpitala, stan Gosi się pogorszył. 
Po tych słowach Kasia jeszcze bardziej się rozpłakała, Robert próbował uspokoić przestraszonego synka, a Maja momentalnie upadła na podłogę. Zanim zemdlała przez głowę przemknęły jej słowa ,, zobaczysz, że Małgosia dzisiaj się obudzi". Kiedy otworzyła oczy, zobaczyła,że leży na kanapie w salonie, a obok niej na fotelach siedzą dziadkowie,a babcia w objęciach trzyma śpiącego Michała. Z kuchni dobiegały głosy jej rodziców.
- Ale nas przestraszyłaś - poinformowała Marzena wnuczkę.
- Nic mi nie jest babciu - oznajmiła Maja wstając - wszystko w porządku.
Weszła do kuchni, zauważyła przerażenie i smutek na twarzach rodziców. Dopiero teraz dostrzegła, że z radosnego i pełnego szczęścia małżeństwa nie zostało nic. Teraz byli bladzi, niewyspani i  przez cały czas martwili się o córkę, a obecnie o dwie. Wiedzieli, że Maja nie radzi sobie z ta sytuacją postanowili, że zaraz pojadą do szpitala.
-Wszystko dobrze córeczko-spytali jednocześnie zatroskani rodzice.
- Tak, kiedy jedziemy do Gosi?
- Za dziesięć minut - oznajmił Robert.
Maja słysząc te słowa ,, uśmiechnęła się " w głębi serca. Dziewczyna wyszła z kuchni i ruszyła w stronę schodów, jednak zatrzymała się w salonie, gdyż usłyszała wołanie babci.
- Poczekaj kochanie wiem, że bardzo przeżywasz tą tragedię i jest ci ciężko po tym co dzisiaj usłyszałaś, jednak nie możesz się załamywać
- Ale ja się nie załamałam babciu - zaprzeczyła dziewczyna siadając obok starszej kobiety.
- Nie oszukasz mnie Maju, przecież widzę jak strasznie się zmieniłaś  od wypadku Gosi, a to wydarzyło się wczoraj.
- W czym się zmieniłam?
- Spójrz w lustro, już nie jesteś energiczną Mają - powiedział zmartwiony Kacper.
Nastolatka wstała z kanapy i powoli podeszła do wiszącego na ścianie lustra, a następnie spojrzała w nie. Kiedy ujrzała w nim siebie zdziwiła się, a nawet lekko przestraszyła. Była to bardzo blada szesnastolatka o smutnych, podkrążonych oczach. Zawsze ładnie ułożone, ciemne włosy, teraz były rozczochrane i opadały na błękitną koszulkę nocną. Przeważnie radosna twarz, obecnie wyrażała ból i cierpienie.
- Tak się zmieniłam? W jeden dzień? - nie dowierzała - czuje się jakby minął co najmniej tydzień.
Kacper podszedł do wnuczki i położył dłoń na jej ramieniu.
- Idź się przebież Maju, bo zaraz jedziecie, a my z babcią zaopiekujemy się Michałkiem - spojrzał w stronę żony i wnuczka.
Nastolatka lekko się uśmiechnęła do dziadka i wbiegła na schody, a następnie do pokoju, w którym spała. Podeszła do torby, z której wyciągnęła jeansy, bordową bluzkę i małą kosmetyczkę, po czym pobiegła do łazienki. Szybko przebrała się, a potem z kosmetyczki wyciągnęła szczotkę i starannie rozczesała ciemne loki. Na końcu umyła zęby i po pięciu minutach zbiegła na dół do salonu, w którym zastała resztę rodziny. Kasia tłumaczyła swojej mamie, że za dwie godziny wróci, ale powiadomiła ją o potrzebnych rzeczach dla Michała.
- Kochanie, jedziemy już - mężczyzna złapał żonę za rękę.
- Idę już - odpowiedziała.
Kobieta pocałowała synka, a Robert zrobił to samo.
- Bądź grzeczny synku- uśmiechnął się do malca.
Zegar wybił godzinę, kiedy spod domu państwa Collins odjechał czarny samochód. Po dwudziestu minutowej jeździe Wilsonowie byli już w szpitalu, szli teraz korytarzem w stronę wind, a po chwili znajdowali się na trzecim piętrze.
- Proszę pana- Kasia zatrzymała lekarza,który przeprowadzała operację Gosi - co z Gosią?
Mężczyzna zatrzymał się i spojrzał w stronę kobiety.
- Jej stan zdrowia się unormował, ale nadal pozostaje nieprzytomna- mężczyzna cicho westchnął i dodał - jak państwu wczoraj powiedziałem, ta doba pokaże, czy dziewczyna obudzi się, czy pozostanie w śpiączce.
Kasia pożegnała się z lekarzem i razem z mężem i córka ruszyła w stronę sali, gdzie leżała Gosia. Kiedy małżeństwo weszło do środka, a nastolatka przekraczała próg, momentalnie zatrzymała się w przejściu.
- Maja, zaczekaj.
Ktoś ją wołał, dobrze znała ten głos, od razu odwróciła się w stronę, z której ją wołano. Kiedy zobaczyła kto biegnie przez korytarz do niej, znieruchomiała i nie dowierzała, że ta osoba przyszła tutaj.
                          ************************
Zapraszam do obejrzenia stron: główni bohaterowie, pozostali bohaterowie.



sobota, 29 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 10 ,,Bezradność"

-Panie doktorze- powiedziała pielęgniarka, przewozimy dziewczynę na oddział na trzecim pietrze.
- Dobrze już idę.
Mężczyzna odwrócił się plecami do  małżeństwa i razem z pielęgniarką ruszył w stronę sali operacyjnej.
- Czy moja córka żyje!- krzyknęła zrozpaczona Kasia.
Lekarz odwrócił się w jej stronę i pokiwał głową.
- Żyje, jednak jest w krytycznym stanie. Najbliższe dwie doby pokażą co będzie dalej.
Powiedziawszy to zniknął we wnętrzu  pobliskiej sali. Kobieta usiadła na najbliższym krześle i ukryła twarz w dłoniach. Robert stał w miejscu wpatrując się w drzwi pomieszczenia, gdzie znajdowała się jego córka.Nagle na korytarz z tej sali wyszło kilku lekarzy, wieźli  na łóżku leżąca bez ruch, strasznie biała Gosię.
Kasia natychmiast wstała z krzesła i podbiegła do nieprzytomnej córki, złapała jej rękę i ścisnęła.W oczach kobiety błyszczały łzy, nie mogła patrzeć jak jej córka cierpi.
- Proszę się odsunąć - zarządał jeden z lekarzy.
Matka dziewczyny puściła ją spytała pielęgniarki
- Dokąd ją zabieracie?
- Na następne piętro.
Małżeństwo ruszyło za lekarzami jednak po chwili usłyszeli głos jednego z nich.
- Lepiej niech państwo wrócą do domu i odpoczną, a rano przyjedźcie.
Rodzice niechętnie tak postąpili, musieli zaopiekować się malutkim synkiem i drugą córką. Wsiedli do swoich samochodów i pojechali do rodziców Kasi. 
-I co z Gosią - zapytała starsza kobieta o imieniu Marzena.
- Na razie jest w śpiączce- opowiedział Robert.
Mężczyzna poczuł jak łzy ściskają go w gardle, wszedł do kuchni, przy stole siedziała już Kasia, ocierała oczy chusteczką, podszedł do niej i mocno ją przytulił. Kobieta po chwili doszła do siebie, popatrzyła do salonu, gdzie na kanapie spała Maja. Twarz nastolatki była czerwona od płaczu, a jej oczy podpuchnięte. Kasia pocałowała córkę w czoło i przykryła ja kocem.
- Jak Michał?
- Dobrze, śpi już od długiego czasu.
- Pójdę do niego, jest taki malutki, nie powinnam była go zostawiać na tak długo.
- Zostajecie na noc zapytał Kacper swojego zieńcia.
- Tak.
- To dobrze - powiedziała Marzena. - idź się połóż.
Mężczyzna kiwnął głową i udał się do pokoju na pietrze. Otworzył drzwi i wszedł do pokoju, na dużym łóżku spała jego żona, a przy ścianie w łóżeczku Michał. Kasia z Robertem zostawiali synka tutaj, kiedy jechali na spotkanie nieśmiertelnych, dlatego postawili tym pokoju dla małego łóżeczko.  Po dwóch godzinach snu Kasia wstała i zeszła do kuchni zapaliła lampkę i usiadła na krześle, nie mogła spać. Wiedziała, ze jaj mąż także nie śpi, tylko udaje, nie mogła znieść tego, że ona siedzi w domu, a jaj córka leży nie przytomna w szpitalu. Ta bezradność, ze nic nie może zrobić była najgorsza. Kiedy wpatrywała się w okno w kuchni, za którym panowała ciemna noc usłyszała za sobą ciche kroki. Serce kobiety momentalnie przyśpieszyło, co wyrwało ja ze swoich rozmyśleń. Odwróciła się w stronę, z której dochodziły odgłosy, panowała tam ciemność, z której wyłoniła się sylwetka Mai.
- Dlaczego nie śpisz córeczko?
- Nie mogłam zasnąć na wieczór, a później babcia dała mi do picia jakiś napój, po którym zasnęłam, chyba to było coś na sen.
- Dobrze babcia zrobiła powinnaś odpocząć i wyspać się.
-Mam spać, kiedy moja siostra walczy o życie?
- Wiem, że cierpisz my tak samo.
- Mamo Gosia z tego wyjdzie, zobaczysz będzie tak jak przedtem.
Na policzkach kobiety rozbłysły łzy, widząc je nastolatka usiadła na krześle obok niej i mocno ją przytuliła. Po dziesięciu minutach na pietrze rozległ się płacz dziecka.
- Pójdę do małego zanim  obudzi dziadków - powiedziała Kasia- Chodź spać, na górze babcia przyszykowała pokój.
- I tak nie zasnę.
- Przy najmniej odpoczniesz.
Przytuliły się mocno, po czym udały się po schodach do dwóch pokoi. Kasia otworzyła drzwi, zamiast usłyszeć płacz synka, powitały  ją ciche słowa jej męża. Weszła do środka, przy oknie stał mężczyzna, a w objęciach trzymał niemowlę. Kobieta podeszła do nich i pocałowała obu, wzięła Michała na ręce i usiadła na łóżku. Maja w tym czasie przekraczajć próg pokoju czuła niepokój, kiedy spali u dziadków ten pokój dzieliła z Małgosią. Rozejrzała się wokoło jedno łózko było przyszykowane dla niej, a drugie równo przykryte kocem.
- Dlaczego akurat to jej się przytrafiło, przecież była miła, dobra dla innych, a w dodatku ostatnio  cierpiała przez tego dupka. To jego wina, że Gosia teraz leży w szpitalu, przez niego może umrzeć, zapłaci za to. - powiedziała do siebie zrozpaczonym głosem Maja.
Nastolatka usiadła na podłodze, oparła się o ścianie, a w rękach mocno ściskała zdjęcie, na którym była razem z siostra i małym braciszkiem. Fotografię przycisnęła do serca, a po twarzy popłynęły jej łzy, niczym jak deszcz. Siedziała tak przez dłuższy czas płacząc, kiedy wstała spojrzała na zegar wiszący na ścianie była czwarta w nocy z pokoju na przeciwko słyszała głosy rodziców, przestraszyła się, że nie śpią i mogli słyszeć jak płakała, ale pomyślała, że przecież było wiadome,że nie zasną, a poza tym są pogrążeni we własnej rozmowie. Położyła się na łóżko i przykryła się kocem, a następnie rozejrzała wokoło, wszystko przypominało jej o radosnych chwilach spędzonych z siostrą.
Było jasno, Maja pchnęła drzwi, które od razu ustąpił, po czym weszła do pomieszczenia. Wszędzie jaśniało niesamowicie oślepiające światło. Nastolatka stała przy ścianie, a naprzeciwko niej Gosia, Która miała na sobie białą sukienkę. Maja była w jednej z sal w szpitalu. Zaczęła zbliżać się w stronę Gosi, ta jednak stopniowo oddalała się z wyciągniętą do przodu ręką. Maja chciała złapać siostrę, jednak nie mogła.
- Opiekuj się Michałem- szepnęła Gosia
- Razem będziemy to robić - opowiedziała zrozpaczona Maja.
- Będę patrzyła na was z góry- podniosła głowę w stronę sufitu.
Małgosia oderwała się od podłogi i zaczęła unosić się do góry jednocześnie znikając.
- Nieee!- krzyczała Maja.
Nastolatka poczuła, że spada w dół, spojrzała w miejsce, w którym zniknęła Gosia, po czym zamknęła oczy.
 Kiedy poczuła,że leży na czymś twardym otworzyła powieki. Rozejrzała się wokoło, znajdowała się na podłodze pokoju w domu dziadków. Jej serce biło jak oszalałe, a ona cała się trzęsła, po bladych policzkach dziewczyny spływały łzy. Momentalnie drzwi od sypialni otworzyły się, a do środka wbiegła przestraszona Kasia. Uklękła obok córki i mocno ja objęła ramionami.
- To tylko sen - powtarzała kobieta.
- Był taki prawdziwy, myślałam, że...- urwała i spojrzała na mamę- mamo ty wogóle nie spałaś.
Twarz Kasi zawsze radosna i opalona teraz była blada, a w oczach zamiast iskierek szczęścia było cierpienie.
- Spałam- powiedziała, ale widząc spojrzenie córki dodała- krótko, niedawno się obudziłam.
- Przecież widzę mamo, że wogóle nie zmrużyłaś oka.
- Nie mogę spać, nie potrafię.
- Jest szósta, o której jedziemy do szpitala - spytała Maja.
- Ja jadę o ósmej, a tata dopiero o dziesiątej, bo musi załatwić urlop.
- Pojadę z tobą.
- Dobrze, ale ja wracam o jedenastej, bo muszę zająć się Michałem.
- To zostanę z tatą.
Kasia kiwnęła głową, a następnie podeszła do okna. Spojrzała przez nie, słońce przebijało się przez ciemne chmury, a las cały czas pozostawał ponury, jakby odzwierciedlał nastrój panujący w ich rodzinie. Maja podeszła do kobiety i położyła głowę na jej ramie.
- Wracamy dzisiaj do domu?
- Tak, ja pojadę z małym, a ty później z tatem.
Nastolatkę dręczyło jedno pytanie, nie wiedziała czy ma go wypowiedzieć na głos.
- Mamo- zaczęła niepewnie ... 
- Tak?
- .... a co ze szkołą?
- Dzisiaj jest sobota, a w poniedziałek zobaczymy czy będziesz miała na tyle sił, żeby tam pójść.
- Dobrze.
- Chodźmy na dół, zrobimy śniadanie, zanim Michałek się obudzi.
- Tata też nie spał w nocy?
- Nie.
                       **************************** 


niedziela, 23 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 9 ,,Wypadek"

Kobieta usiadła na kanapie trzymając synka w mocnych objęciach. Kiedy mały zasnął sama położyła się na kanapie , po godzinie obudziła się myśląc, że to był sen, jednak wokoło wszystko wyglądało tak samo, wszędzie wisiały fotografie. Kasia rozpłakała się, ale wiedziała, że musi by silna i szybko otarła płynące łzy, po czym ruszyła do kuchni, gdzie przygotowała obiad dla rodziny. Zegar wskazał godzinę piętnastą, Kasia pobiegła do pokoju synka, gdy ten się obudził. Wzięła go na ręce i ruszyła schodami w dół.  W połowie drogi stanęła, do drzwi rozległ się  dzwonek stała tak przez chwile, a pukanie nie ustępowało. Zeszła do salonu i położyła Michała w łóżeczku.
- Zaraz wrócę, tylko coś sprawdzę- powiedziała do chłopca całując go w policzek.
Odwróciła się od niego i podeszła do drzwi , jednak ich nie otworzyła.
- Kochanie jesteś w domu? - rozległ się głos z zewnątrz.
Kasia słysząc swojego męża od razu otworzyła mu drzwi.
- Zapomniałem kluczy. Czemu nie otworzyłaś wcześniej? - zapytał mężczyzna
Kiedy zobaczył ich salon nie czekając na odpowiedź żony spojrzał przestraszony na nią.
- Co się stało?
- Ktoś wszedł do naszego domu rano zaraz po wyjściu dziewczyn do szkoły.
- Nikogo nie widziałaś?
- Nie. Poszłam do łazienki kiedy wróciłam pięć minut później zastał to. - wskazała na obrazki.
- A co z Michałem?
Robert wziął synka na ręce i mocno go przytulił.
- Wszystko w porządku, ale on tu wtedy spał, mogło mu się coś stać.
Po policzkach kobiety popłynęły łzy, Robert podszedł do niej i przytulił ją, po czym dał jej chłopca.
- Potrzymaj go, a ja posprzątam to zanim przyjdą. 
Odwrócił się w stronę drzwi, podszedł do nich i zerwał kartkę, a następnie każdy pomalowany obrazek bliźniaczek. po pięciu minutach wszedł do kuchni i wyrzucił do kosza kartki, w tym momencie do domu weszły bliźniaczki. Przywitały się z braciszkiem, a następnie z rodzicami i wszyscy udali się do jadalni, gdzie zjedli obiad. Bliźniaczki pomogły mamie posprzątać po posiłku, a później udały się na piętro jednak kiedy znajdowały się przed drzwiami do swoich pokoi zatrzymały się równocześnie i spojrzały na siebie .
- Nie uważasz, że rodzice coś ukrywają przed nami? - zapytała Gosia.
- Myślę, że po prostu przejmują się tą sprawą. 
- Może masz racje.
- Gdyby coś wiedzieli coś to na pewno by nam powiedzieli.
- Ok. to chodźmy do mojego pokoju i odróbmy dzisiaj razem lekcje.
- Zgoda. 
                                  *********
Przez zasłony po pomieszczeń w domu zaglądały promienie porannego słońca. Bliźniaczki zeszły do jadalni,gdzie zjadły śniadanie z rodzicami. Kiedy  Robert wyszedł do pracy Małgosia zwróciła się do Kasi.
- Mamo, czy wy coś wiecie i nie chcecie nam o tym powiedzieć?
- Nie córeczko, a teraz idźcie do szkoły bo się spóźnicie.
- Możecie wyrzucić przy okazji śmiecie do kosza przed domem.
- Dobrze.
Dziewczyny Wszły na podwórko, Gosia podeszła do kosza i go otworzyła.
- Zaczekaj - powiedziała Maja - Wczoraj jak wróciłyśmy do domu tata wyrzucał coś, jak zobaczył, że już jesteśmy trochę się przestraszył, że coś zobaczyłyśmy.
- Masz rację. Mam zobaczyć do tego worka? zapytała Gosa
- Tak. 
Nastolatki otworzyły worek ze śmieciami, znajdowały się nich tylko brudne kartki. Wyjęły kilka, a kiedy spojrzały na nie zaniemówiły.
- Wyrzuć To - powiedziała przestraszona Gosia. 
Po dziesięciu minutach Były już w szkole, szły korytarzem milcząc. Zbliżała się dyskoteka. Gosia kiedy była z Maćkiem to zawsze chodziła z nim na zabawy, ale teraz miał być inaczej, już nie są razem, jednak w tych  okolicznościach nie potrafiła o tym myśleć. W głowie miała tylko jedna rzecz , a mianowicie pomalowane zdjęcia. Bliźniaczki podeszły do pozostałych uczniów ich klasy. Stała tam Paulina razem ze swoimi dwiema koleżankami. Widząc zamyślone dziewczyny uśmiechnęła się kpiąco, pomimo,że miała im już nie dokuczać, nie potrafiła się powstrzymać od wypowiedzenia na głos swojego komentarza.
- Co ty taka zamyślona Gośka, pewnie przykro ci,że pójdziesz na dyskotekę sama? No ale to przecież ty zerwała z Maćkiem, a nie on z tobą, masz wyrzuty sumienia, po tak długim czasie?
Nastolatka spojrzała na Paula, kompletnie zapomniała o dyskotece.
- Nie obchodzi mnie jakąś głupia dyskoteka.- skłamała, w głębi serca czuła pustkę.- ty zawsze idziesz sama, bo kto by chciał z tobą iść
- Ja w porównaniu z tobą mam z kim iść - odezwała się Paulina.
- w takim razie gratuluję, jestem ciekawa który chłopak jest takim idiotą, że cie zaprosił, wiesz co żal mi jego wyboru.
- a to ty nie wiesz kto mnie zaprosił, gdyby to usłyszał ciekawe co by na to powiedział.
-  Nie obchodzi mnie to.
Małgosia wyminęła koleżankę i weszła do klasy, a za nią Maja.
Rozpoczęła się lekcja, komórka w kieszenie Mai zawibrowała, dziewczyna sięgnęła po nią i odczytała sms, był on od chłopaka, z którym była od niedawna, a dokładnie od pewnego niedzielnego spaceru. Odwróciła głowę w jego stronę, Kuba patrzył na nią czekając na odpowiedź, Maja pokiwała trwiedząco głowa na co on się szeroko uśmiechnął.
- zaprosił cię na dyskotekę?- szepnęła Gosia do Mai.
- Tak.
- To znakomicie. - uśmiechnęła się , ale nie szczerze.
Małgosia bardzo cieszyła się,że jej siostra jest szczęśliwa, ale jej samej nic się nie układało. Nagle przypomniała sobie słowa Karola jednego z Najstarszych.
- Nie możemy wiązać się ze śmiertelnymi, ani z nimi się przyjaźnić - powtórzyła słowa w myślach.
Mai ponownie przyszedł sms od Kuby, jednak, kiedy go przeczytała otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
- ,, Myślę, że ty powinnaś o tym powiedzieć Gosi. Wszyscy mówią,że maciek zaprosił Paule na dyskotekę, moim zdaniem to ona go zmusiła, jedno jest pewne, ze idą razem na dyskotekę. maciek jest moim przyjacielem i nie wierze,żeby okazał się takim idiotą i wybrał Paulinę zamiast walczyć o Goskę".
Do końca lekcji Maja nie mogła się skupić rozmyślała, czy powinna powiedzieć Gosi o najnowszej wiadomości. Małgosia pogrążona w swoich myślach nie usłyszała dzwonka na przerwę, ocknęła się  dopiero, kiedy siostra zapytała się jej ze współczuciem.
- Idziesz na przerwę czy zostajesz tutaj.
- Już idę.
Szybko się spakowała, kiedy ostatnie opuszczały klasę maja podieła decyzję. 
- zaczeka, - nastolatka złapała siostrę za rękę- 
muszę ci o czymś powiedzieć. Nie wiem czy dobrze robię, ale lepiej, żebyś dowiedziała się tego ode mnie niż od innych uczniów.
- Możesz jaśniej mówić?
- Chodzi o to, że ... - urwała by spojrzeć na siostrę- tym chłopakiem, z którym Paula idzie na dykoteke i którego  wyzywałaś jest Maciek.
Gosia poczuła się jakby wylał ktoś na nią zimną wodę nie wiedziała co powiedzieć. zerwała z Maćkiem,ale nadal go kochała.Myślała, że się zmieni i będzie chciał z nią być. To był dla niej szok. nie chciała, żeby Maja się o tym dowiedziała, dlatego udała, że ja to nie obchodzi, jednak jej to nie wyszło.
- Tak, to im gratuluję, piękna z nich para, a po za tym nie obchodzi mnie on, może robić co chce.
- Nie udawaj, przecież widzę, że nadal go kochasz, czemu nie chcesz z nim porozmawiać?
- Bo on mi tej rozmowy nie zaproponował. A teraz chodźmy na lekcję,bo już jest dzwonek.
Obie ruszyły w stronę klasy od matematyki, która znajdowała się na piętrze. Weszły z pozostałymi do klasy i zajęły miejsca. kiedy nauczyciela na chwilę wyszła, Natalka postanowiła to wykorzystać.
- Słyszałaś Gośka kogo zaprosił Maciek- uśmiechnęła się kpiąco.
Gosia spojrzała na siostrę, która tylko szepnęła
 - Nie reaguj na nia, chce cię wkurzyć
Tym razem odezwała się Patrycja.
- Chyba wiedziałaś, bo nie wyglądasz na zaskoczoną.
Maja wiedziała, że zrobiła dobrze mówiąc prawdę siostrze.
- nie obchodzi mnie to - krzyknęła zdenerwowana bliźniaczka.
- Nie kłam wiem, że ... - zaczęła Paulina, jednak nie skończyła, ponieważ do klasy wróciła nauczycielka.
Do końca matematyki nikt nie dręczył już Małgosi. Kiedy zadzwonił dzwonek dziewczyna wyszła szybko z klasy razem z siostra, jednak Paula ze swoimi przyjaciółkami podeszły do nich.
- Popatrz na to - odezwała się Paulina, pokazując jej zdjęcie, na którym całowała się Maćkiem.
W oczach Gosi pojawiły się łzy, jednak powstrzymała się, żeby nie popłynęły po jej policzkach.
- Nie będziesz z nim już, jesteś dla niego nikim, pogódź się, że nikt się tobą nie przejmuję, że cierpisz.
- Przestań i o odczep się wreszcie od nas - krzyknęła Maja głośno, że wszyscy uczniowie, którzy byli na pietrze skierowali swój wzrok na dziewczynę
Gosia nie wytrzymała, zaczęła biec, jej serce biło coraz szybciej, po twarzy płynęły łzy. Słyszała głosy wokół siebie siostrę, która biegła za nią i wołała,żeby się zatrzymała. Wbiegła na schody, na ich górze poślizgnęła się i spadła na sam dół schodów. Zanim straciła przytomność usłyszała w oddali zrozpaczony głos Mai. Woków leżącej na podłodze dziewczyny zebrało się większość uczniów.
Po chwili przybiegło kilku nauczycieli, którzy zadzwonili na pogotowie. Trójka przyjaciółek stała przy ścianie i cicho się śmiały z obecnego zdarzenia. Maja była w szoku, klęczała przy siostrze, której nauczycielka udzielała pierwszej pomocy, jednak dziewczyna pozostawała nadal nieprzytomna. Maja płakała, miała najgorsze myśli, jej łzy spływały po twarzy nie miała siły się podnieść, wiedziała, że musi zadzwonić do mamy, tak wie zrobiła. Po chwili przyjechało pogotowie, a tuz za nim Kasia. Wysiadła z samochodu, zabrała z niego kołyskę z synkiem i  pobiegła do szkoły na korytarzu, uczniowie prowadzeni przez nauczycieli zaczęli rozchodzić się do klas, dyrektor z jedna nauczycielka stali przy roztrzęsionej Mai, do której podeszła lekarka z pogotowia. Kasia spojrzała w bok córki i dostrzegła drugą, którą reanimowało trójka ludzi z pogotowia. Kobieta podbiegła do Mai i podała jej kołyskę z Michałem, a następnie podeszła do Gosi, którą zabierali do karetki.
- Co z nią?
- Nie jest dobrze, nie oddycha samodzielnie jest nieprzytomna, zabieramy ja do szpitala.
Mężczyzna podał jej adres i odjechali. Kasia była przestraszona jak nigdy, podeszła do córki, którą mocno przytuliła.
- Daj małego- wzięła od nastolatki kołyskę - zawiozę cie do domu.
- Nie, pojadę z tobą do szpitala.
jeśli nie chcesz zostać sama w domu, to zawiozę cię i Michała do babci, nie będę zabierać go do szpitala.
- Zadzwoniłaś już do taty?
- Jeszcze nie. Zabierzemy potrzebne rzeczy dla was i dla Gosi.
- Dowidzenia - powiedziała kobieta do nauczycieli
Opuściły szkołę i pojechały do domu. Maja szybko pobiegła do swojego pokoju zabrała najpotrzebniejsze rzecz, i pobiegła do pokoju obok,gdy tam weszła rozpłakała się bardziej. Poparzyła na fotografię stojącą przy łóżku, przedstawiła ona Roześmianą Gosię i Maćka.
- Nigdy ci tego nie wybaczę Maciek - powiedziała przez łzy w stronę zdjęcia.
Spakowała do torby rzeczy siostry i zeszła na dół do salonu, gdzie stała torba z ciuszkami i przydatnymi przedmiotami dla Michała. W łóżeczku spał chłopczyk, nastolatka wzięła go na ręce i szepnęła.
- Mam nadzieję, że z nasza siostra będzie wszystko dobrze i kiedyś razem z nia będę uczyła cię chodzić
Do domu weszła Kasia miała czerwona twarz od płaczu podeszła do swoich dzieci i odezwała się prawie niedosłyszalnie.
- Ja też w to wierzę. To wszystkie rzeczy? - wskazała na torby w pomieszczeniu
- Tak, a wózek Michałka?
- Właśnie go włożyłam do wózka.
Kobieta wzięła dwie torby i wyszła na podwórko. Nastolatka włożyła śpiącego brata do fotelika, przypięła go i wyszła na zewnątrz.
- Daj mi małego, przypnę fotelik w samochodzie - Powiedziała Kasia.
Maj kiwnęła głową i wróciła się do salonu po ostatnia torbę, Zamknęła drzwi do domu i wsiadła do auta.
- Wszystko wzięłyśmy-spytała Kasia
- Tak, możemy jechać. Dzwoniłaś, mamo do taty.
- Powinien być już w szpitalu.
Po dwudziestu minutach samochód zatrzymał się przed dużym domem. zabrały odpowiednie rzeczy z samochodu i weszły do budynku, Kasia wróciła do auta i wróciła z synkiem leżącym w kołysce.
- Tato Maja wszystko ci wyjaśni ja muszę juz jechać pocałowała synka w czółko i wyszła z domu.
Po piętnastu minutach była w szpitalu, wbiegła do windy, po chwili znajdowała się na drugim pietrze, wyszła szybko na korytarz, na końcu stał mężczyzna. Podbiegła do niego i mocno go przytuliła.
- Wiadomo coś już?- spytała Kasia.
- Zabrali ją na salę operacyjną.- powiedział Robert.
- Na sale operacyjną? - powtórzyła
Kobieta opadła na najbliższe krzesło i zakryła twarz rękami. Rozpłakała się, obok usiadł jej mąż, popatrzyła na niego, jego oczy były pełne łez.
- Ona ma dopiero szesnaście lat. - powiedziała cicho Kasia.
- A my po trzydzieści sześć i możemy stracić nasze dziecko-dodał.
- Tak, siedemnaści lat temu braliśmy ślub.
- Mieliśmy wtedy po dziewiętnaście lat,  rok później urodziły się dziewczynki - uśmiechnął się.
Przez godzinę małżeństwo chodziło po korytarzu, ikt z sali operacyjnej nie wychodził, nie wiedzieli, czy ich córka żyje, tak strasznie się bali. w końcu drzwi Sice otworzyły i wyszedł lekarz z jego twarzy  nie można było nic odczytać podeszli do niego , on popatrzył na nic i powiedział.
- to była trudna operacja państwa córka...przerwał, bo obok niego pojawiła się pielęgniarka.
                      **********************






czwartek, 20 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 8 ,,Groźby"

Minęły trzy tygodnie, zaczął się październik. Był sobotni ranek.
Maja obudziła się wcześnie i nie mogąc zasną postanowiła włączyć laptopa. usiadła na łóżku, weszła na pocztę i zauważyła,że ma nowa wiadomość. Otworzyła ja i zamarła, jej serce biło szybko i mocno. Zerwała się z  łóżka i wybiegła ze swojej sypialni. Obok w pokoju spała Gosia, kiedy drzwi zamaszyście otworzyły się i zamknęły za osoba, która weszła do pomieszczenia , a następnie krzyknęła przerażona Dziewczyna gwałtownie się obudziła i wstała z łóżka.
- Gosia musisz to zobaczyć, szybko!
- Dobrze.
Obie usiadły na łóżku, Maja podała laptop siostrze, która otworzyła usta,żeby coś powiedzieć, jednak kiedy przeczytała wiadomość zamknęła je i wpatrywała się w nią przestraszona. przez chwile panowała cisza, Małgosia chcąc ja przerwać, wstała z łóżka i sięgnęła po swojego laptopa, po czym zwróciła się do siostry,
- Sprawdzę czy ja też to dostałam.
Maja pokiwała głową i powtórzyła przeczytane wcześniej zdanie.
- Miej się na baczności, to co się wydarzyło w ciągu ostatnich tygodni to dopiero początek, niedługo cie dopadnę.
- I ta data, przecież to za trzy dni- dodała Gosia - zobacz ja mam inną.
- Będziesz cierpieć, a później będziesz świadkiem śmierci twojej siostry- przeczytała Maja
- To nie wszystko spójrz tutaj. Koś napisał żebyśmy pilnowały Michała.t
- mam zginąć za trzy dni a ty będziesz tego swiadkiem?- spytała cicho nastolatka.
- Chodź pokażemy to rodzicom, może to tylko jakieś żarty.
- Nie sadzę, przecież przez trzy tygodnie ciągle się coś działo, wieczorami toś kręcił się wokół naszego domu, miałyśmy głuche telefony i te...
- Wiem nawet w szkole to się dzieje . masz racje to coś poważnego.
Bliźniaczki zeszły po schodach ,zatrzymały się przy wejściu do kuchni, przy stole zastali rodziców jedzących śniadanie i rozmawiających.
- Wyglądają na szczęśliwych, szkoda psuć im dzisiejszy dzień.
- pewnie Michał dzisiaj nie dokuczał w nocy, ale i tak musimy im powiedzieć.
Podeszły do rodziców i zaczęły po kolei opowiadać o ostatnich zdarzeniach.
-Co? Ktoś wam grozi? Nie pozwolę, żeby ktoś wam zrobił krzywdę- powiedziała Kasia patrząc na córki.
- I jeszcze piszą o Michałku. muszę spotkać się z reszta nieśmiertelnych.
Mamo nie płacz, wszystko będzie dobrze, Maja podeszła do kobiety i przytuliła się do niej.
- Mam nadzieję. Robert- zwróciła się do męża załatw to dzisiaj.
- zaraz pojadę tam, a wy uważajcie na siebie. 
Pożegnał się z rodziną i wyszedł z domu. Było południe, kiedy drzwi od ich domu otworzyły się i do środka wszedł Mężczyzna.
Był w strasznym humorze.
- I co zapewnia na ochronę? - Spytała Kasia męża.
- Nie. powiedzieli , że nie będą się w to mieszać. To bardzo dziwne bo zawsze pomagaliśmy sobie, a najstarsi zapewniali bezpieczeństwo.
- Tym razem jest inaczej- wytraciła Kasia.
Minął weekend i nastał poniedziałek, kiedy Robert pojechał do pracy, a bliźniaczki do szkoły Kasia została sama w domu.
Położyła synka w łóżeczku w salonie i poszła do łazienki przebrać się w coś cieplejszego, po pięciu minutach wróciła i to co ujrzała tam zszokowało ja, że nie mogła się ruszyć, jednak po chwili podbiegła do synka i go wzięła na ręce. w całym salonie były poprzyczepiane zdjęcia jej córek pomalowane czerwonym flamastrem, a na drzwiach wejściowych wisiała duża kartka z napisem ,, Niedługo je stracisz uważaj na małego".
                   *************************